cookies
Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.
OK

Płacowa tajemnica nadal obowiązuje

Czy ujawniać płace podczas rekrutacji?

Pieniądze rozpalają pragnienia, marzenia, ale i nie zawsze uczciwe żądze. Są też głównym powodem, dla którego ludzie pracują.

Od momentu pojawienia się pieniądza jako środka płatniczego „Money makes the world go round".

Nie należy więc udawać na rozmowie kwalifikacyjnej, że się pracuje ze względu na markę czy chęć przebywania poza domem.

Czy to się nam podoba, czy nie, pieniądz w ogromnej mierze definiuje to, kim jesteśmy i jak nas postrzega otoczenie. Jednak mówienie o pieniądzach w kontekście zarobków jakoś nas, Polaków, krępuje czy wręcz stanowi temat tabu.

Nie ma u pracodawców za grosz otwartości na dzielenie się informacjami na temat wysokości zarobków już na wstępnym etapie rekrutacji – tak jak to się robi w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii.

 

Przeprowadziłem małą sondę wśród kilkunastu firm, dlaczego tak unikają informowania o budżecie na dane stanowisko.

Po pierwsze, wszyscy dokładnie wiedzieli, na jakie widełki negocjacyjne mogą sobie pozwolić. Również wszyscy na początku stwierdzili, że informacja dotycząca zarobków jest kompletnie niepotrzebna i nie pomoże w pozyskaniu nowych pracowników.

Wchodząc głębiej w dyskusję, okazało się, że większość z nich po prostu nie chce zdradzać publicznie, ile u nich ludzie zarabiają. Część respondentów chciała zaś uniknąć niepotrzebnych dyskusji wewnątrz organizacji.

Taka postawa od razu sugeruje, że firmy te od dawna nie dokonywały rewizji płac i boją się kolejek ludzi pod gabinetem prezesa z żądaniami podwyżek.

Najmniejsza grupa zasugerowała, że nie podając z góry budżetu, istnieje szansa zaoszczędzenia, bo może się trafić kandydat w tzw. potrzebie, który zacznie pracę za znacznie niższą stawkę. Pomijając wątpliwy aspekt moralny, ten ostatni powód wydaje się być ogromną pułapką jakościową. Można bowiem zatrudnić kogoś nie do końca kompetentnego lub też z problemami, które uniemożliwią właściwe wykonywanie obowiązków, a przez to będzie on generował stratę zamiast zysku i dodatkowych oszczędności.

Ogólne wnioski są następujące: pracodawcy uważają większość potencjalnych kandydatów za osoby nieuczciwe, które pragną zarobić nieadekwatnie do swoich kompetencji.

Według mnie jednak sytuacja jest całkowicie odmienna. Zasadnicza większość z tysięcy kandydatów, z którymi miałem styczność, to ludzie, z którymi zupełnie uczciwie można porozmawiać na temat wynagrodzenia bez zadęcia i bez nastawienia, że jak już dana osoba poznała stawkę, to za nic nie zejdzie ze swoimi oczekiwaniami.

Wiele razy informuję kandydatów na rozmowie, jakie są widełki na dane stanowisko, i sugeruję, jaką kwotę można osiągnąć przy danym poziomie doświadczenia. I uwierzcie mi – nie spotkałem się z negatywną reakcją żadnego kandydata. Mogła być odmowa kontynuowania rozmów ze względu na zbyt niski budżet, ale zawsze były to reakcje niezwykle pozytywne i wskazujące wręcz na zaskoczenie. To może zmienimy w końcu ten klimat, co?

 


Sprawdź aktualne profile najlepszych polskich pracodawców

Źródło: rp.pl


Zapisz się do naszego newslettera i jako pierwszy uzyskaj dostęp do pełnej wersji Kariera.pl