cookies
Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu.
OK

Złe wychowanie psuje opinie kandydatom

Rózne zachowania kandydatów w procesie rekrutacji

Mając do czynienia z bardzo szerokim przekrojem kandydatów do pracy w wieku od 20 do 60 i więcej lat, widzę, jak bardzo zmienia się kultura w narodzie i to niestety w złą stronę.

Może to wynikać z kilku czynników. Jednym z nich jest z pewnością fakt, że mamy rynek pracownika, który stawia warunki i postępuje jak chce. Innym powodem jest wychowanie młodego pokolenia nie przez rodziców, ale w sieci, czyli nigdzie i przez nikogo. Niezależnie od powodów mamy do czynienia z falą złego wychowania, której nie widziałem w minionych dziewięciu latach prowadzenia biznesu rekrutacyjnego.

Odnoszę niekiedy wrażenie, że u młodych ludzi powiedzenie „dzień dobry" i „do widzenia" stało się kulturowo niemile widziane. Zazwyczaj witając się z kandydatem, podaję rękę, mówię odpowiednią formułę powitalną i się przedstawiam. W odpowiedzi coraz częściej z tamtej strony słyszę nieartykułowany zestaw dźwięków będących prawdopodobnie przywitaniem i może nawet imieniem oraz nazwiskiem, ale głowy nie dam sobie uciąć. Na szczęście większości CV towarzyszą zdjęcia, co pozwala sprawdzić, czy aby na pewno siedzi przede mną właściwa osoba.

Podanie dłoni metodą „na zdechłego śledzia" wzbudza mój niepokój, bo od razu się zastanawiam, czy dana osoba nie zemdleje za chwilę i nie przyjdzie mi jej reanimować. Na koniec następuje wyjście bez podania dłoni (może to i lepiej, bo „zdechły śledź" wzbudza moją odrazę) i często z jakimś hasłem rzuconym w przestrzeń biura, ale niekoniecznie do mnie jako rozmówcy.

Osobiście nienawidzę się spóźniać, gdyż szanuję czas osób, z którymi się spotykam. Młodzi widzą to inaczej. Być może czas jest dla nich jakąś iluzją, która przeszkadza, a nie porządkuje życie. Oczywiście nie domagam się, by zachowywać postawę rodem z brytyjskiego dworu królewskiego, ale zadzwonienie lub wysłanie wiadomości z informacją o spóźnieniu nie powinno być wyzwaniem przekraczającym możliwości przeciętnego homo sapiens.

Spóźnienie się jest jednakże drobiazgiem w porównaniu z nieprzyjściem na rozmowę, która była umówiona i mailowo potwierdzona. Na porządku dziennym jest, że kandydaci nie pojawiają się na spotkaniach zarówno u nas, jak i u naszych klientów.

Następnie nie odbierają też telefonów lub tłumaczą się tak pokrętnie, że trudno byłoby w to uwierzyć nawet dziecku, które już straciło wiarę w Mikołaja. I znowu zwykły SMS, nawet na godzinę przed spotkaniem, pozwoliłby zachować się w sposób właściwy i zapobiegł czarnemu piarowi. Wystarczyłaby odrobina kindersztuby i wszyscy mieliby bardziej pozytywne nastawienie do życia. Czy to aż takie trudne?

 


Sprawdź aktualne profile najlepszych polskich pracodawców

Źródło: rp.pl


Zapisz się do naszego newslettera i jako pierwszy uzyskaj dostęp do pełnej wersji Kariera.pl